Strona główna

Witam na naszej stronie!

Na tej stronie znajdą Państwo informacje związane z organizacją i przebiegiem naszej głównej akcji: "Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia". Realizujemy ją w ścisłej współpracy z Dolnośląskim Kuratoriom Oświaty. W jej ramach organizowane są zbiórki darów dla Polaków na Kresach, zbiórka zniczy na kresowe groby, podejmowane są inicjatywy związane z remontem ważnych dla polskiej kultury obiektów. Ale nasz główny cel, to przybliżanie dolnośląskim Kresowiakom ich stron rodzinnych. Filmy z kresowych wsi i miasteczek, które przyszło porzucić udając się w exodus na Zachód też znajdziecie na tej stronie. Zapraszam!
Grażyna Orłowska-Sondej



Program "Wschód": "Dla Niepodległej"
Przebiegli w 70 godzin 1100km od Lwowa do Wilna



(emisja 14.11.2019 / TVP Polonia)

Archiwum odcinków Programu "Wschód": 20182019



Wsparliśmy Rodaków w Kazachstanie
(Podolskie, Oziorne, Kokszetau)



Po raz pierwszy zorganizowaną grupą wyruszyliśmy do Kazachstanu. Odwiedziliśmy potomków zesłańców z 1936 r., pochodzących z Kresów I RP. Rodaków, którzy przetrwali chłód, głód i sowiecki terror tworząc początkowo w ziemiankach nowe wsie - Podolskie i Oziorne. W Kokczetaw poznaliśmy dynamiczne polskie stowarzyszenie napędzane liczną polską młodzieżą. Wyprawa była obfita we wzruszające spotkania, przywieźliśmy im kawałek Polski, udokumentowaliśmy ich relacje i historie. Razem pracowaliśmy ratując zesłańcze mogiły. Przyjrzeliśmy się procesowi repatriacji, jeszcze mocniej idziemy ku budowie domu kresowego i ściągnięcia krajów do macierzy. Wstępna relacja już na portalu!

Rankiem 12 sierpnia wyruszyliśmy w podróż na dalekie stepy Kazachstanu, najpierw pociągiem z Wrocławia do Warszawy na lotnisko Fryderyka Chopina. Już tam czekał na nas boeing 737 w barwach naszych Polskich Lini Lotniczych. Z lekkim opóźnieniem samolot zapełniony co do ostatniego miejsca wyruszył na wschód. Wylecieliśmy o północy wzbijając się nad rozświetloną Warszawą, której wygląd zapiera dech w piersiach polecieliśmy następnie nad Białoruś, Wołgę i Samarę. 4:30 lądujemy w dawnej Astanie - obecnie Nursułtan. Na miejscu odebrali nas przedstawiciele polskiej ambasady, ambasada była naszym pierwszym celem. Zostaliśmy przyjęci przez ambasadora RP Selima Chazbijewicza oraz przedstawicieli Konsulatu RP na obwód Akmolski. Już w ambasadzie zostaliśmy serdecznie przywitani, otrzymaliśmy w ekspresowym tempie pigułkę wiedzy o Kazachstanie, a także materiały dydaktyczne z którymi wyruszyliśmy dalej w step.

Centrum Nursułtanu robi piorunujące wrażenie przypominając Dubaj. A może Dubaj przypomina Nursułtan. Bogactwa Morza Kaspijskiego zostały uwidocznione w centrum stolicy, jeszcze dwadzieścia parę lat temu był tam step. Spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi - członkami rodzin naszych znajomych repatriantów z Wrocławia.

W Nursułtanie zaskoczyła nas pewność siebie i gościnność Kazachów, którzy przychodzili się z nami przywitać, szczególnie osoby młode, które miały możliwość studiować w Polsce lub w jakikolwiek inny sposób miały kontakt z Rzeczpospolitą. Po krótkim ale intensywnym spotkanie ze stolicą gospodarzy wyruszyliśmy dalej na północ do wsi Podolski, gdzie czekali już na nas zniecierpliwieni nasi krajanie. Zostaliśmy zakwaterowani u Państwa Rajsy i Witolda Nesterenków, gdzie zostaliśmy przyjęci z największą gościnnością. Po naszym przybyciu poznaliśmy inne rodziny, które również na nas czekały. Poznaliśmy historię miejscowości, która jest jednocześnie wzorem jak wyglądały pierwotne Doczki, z których kolejno powstawały wsie. Wieś Podolski była doczką nr:4, po zesłaniu w 1936 roku, zesłańcy nie mogli jej opuszczać, zmieniło się to dopiero w 1953 roku po śmierci Stalina. Nazwy wsi wskazywały skąd wywodziły się rodziny zesłańców, nieopodal wsi Podolski leży wieś o nazwie Donieck. Rankiem następnego dnia rozpoczęliśmy pracę na cmentarzu w Podolskim. Dziś w Podolskim ponad 20 rodzin, czyli prawie cała wieś od wielu, wielu lat czeka na repatriację. Części się to już udało. Odgłosy naszej pracy i wieść o przyjeździe rozniosły się po okolicy. W krótkim czasie przybyło na cmentarz wielu Rodaków, którzy przyszli pomóc nam w pracy. Byliśmy również wspomagani pierożkami i inną strawą by mieć więcej energii do pracy.

Początkowo gdy zesłańcy przyjechali był tylko step, Stalin widząc, że Polacy za Zbruczem się nie sowietyzują postanowił ich unicestwić. Ci którzy nie zostali zakatowani i rozstrzelani w katowniach NKWD mieli zginąć z głodu i chłodu w stepie. Przez pierwsze lata Polacy żyli w ziemiankach, wielu zginęło już w trakcie samej wywózki, szczególnie dzieci. Wybawieniem okazał się naród kazachski, który sam nie wiele posiadając dzielił się wszystkim z tymi co na katordze. Wielokrotnie słyszeliśmy relację o Kazachach, którzy konno podjeżdżali do pędzących wagonów wrzucając do nich kurt (suszone kulki z sera) oraz chleb. Zarówno w Podolskim jak i Oziornym mieliśmy możliwość zobaczyć jak te ziemianki wyglądały. W Podolskim Pan Górski pokazał nam pozostałości swej ziemianki, zaś w Oziornym natrafiliśmy na zdjęcia i ruiny ziemianek. Polacy żyli w nich ponad 30 lat!

Ile wart byłby nasz wyjazd jeśli byśmy nasze spotkania, emocje i relacje zachowali dla siebie. I tak część wyruszyła na wycieczkę do Tańszy, a część na obchód wsi. Aby nasza wyprawa się przysłużyła dla ogółu przeprowadziliśmy "kolęde", chodząc od domu do domu odwiedzaliśmy Rodaków, wypytując o repatriację, historie rodzinne, jak żyją, przynosząc ze sobą upominki i wieści z Polski.

Po kilku intensywnych dniach w Podolskim nadszedł nasz dzień wyjazdu do Oziornego. Wsi do której również przybyli zesłańcy w 1936 roku. Oziorne jest katolickim sanktuarium Kazachstanu za sprawą cudu, który miał tam miejsce w latach 40-tych. W czasie gdy zesłańcy zimą umierali z głodu nadeszła odwilż w wyniku, której odsłoniło się zamarznięte jezioro pełne ryb, dzięki czemu zesłańcy przeżyli. Mieszkańcy Oziornego własnymi rękoma wybudowali katolicki kościół pod wezwaniem św. Józefa. Zostaliśmy zakwaterowani w domu pielgrzyma, na miejscu mieliśmy te same zadania. Poznać ludzi, przeprowadzić prace na cmentarzu, udokumentować jak najwięcej relacji. Najpierw wizytę w Oziornym rozpoczęliśmy od kolędy, dobry taktem jest najpierw przywitać się z gospodarzami i poinformować o prowadzonych przez nas pracach. W Oziornym odwiedzili nas Prezesi Stowarzyszenia Polaków Obwodu Akmolskiego, Aleksander oraz Ludmiła Suchowieccy z Kokczetaw. Miasta będącym ostatnim punktem naszej wyprawy. W Oziornym głównym naszym zadaniem na cmentarzu było wykarczowanie lasu i odkrycie starego krzyża upamiętniającego osoby pochowane na tamtejszym cmentarzu. Nim wyruszyliśmy do Kokczetaw pojechaliśmy zobaczyć krzyż wdzięczności dla narodu kazachskiego za okazaną pomoc zesłańcom, zwanym również krzyżem Wołyńskim. Przed wyjazdem z Oziornego do Kokczetaw zawitaliśmy do lokalnej szkoły w której uczy się aż 37 uczniów!, tak małe szkoły muszą być utrzymywane, gdyż z racji odległości uczniowie nie mogą uczęszczać do innych. W szkole mieści się muzeum zesłańców, w którym są ich pamiątki a także tablica rozmieszczenia domów mieszkańców nowo budowanej wsi w 1936 roku. Po wizycie w muzeum i pożegnaniu się z Oziornym i Rodakami wyruszyliśmy do Kokszetau po ostatnim naszym zachodzie słońca i spędu koni.

W Stowarzyszeniu Polaków Obwodu Akmolskiego w Kokszetau zostaliśmy tradycyjnie wspaniale przyjęci, przede wszystkim byliśmy zaskoczeni dużą ilością młodzieży, która skupia się przy związku, a w zasadzie przy jego zespole pieśni i tańca "Polanie", który promując polski folklor jest znany w całym Kazachstanie. Polacy w Kokszetau jak i inne mniejszości narodowe dysponują nieodpłatnie nowymi i nowoczesnymi siedzibami, co bardzo pozytywnie mówi o podejściu Kazachów do mniejszości narodowych.

Po intensywnych 10 dniach w Kazachstanie nadszedł ten smutny dzień, dzień naszego powrotu. Jak było nam dobrze i swojsko nie da się słowami opisać. Ta gościnność, okazane nam serce, radość ze spotkania, historie które usłyszeliśmy. Też smutek i rozgoryczenie widząc ile lat już Polacy nie mogą się doczekać repatriacji. Wielu ze starszego pokolenia nigdy się repatriacji nie doczekało. Spotkaliśmy osoby starsze, które z płaczem prosiły nas byśmy zabrali je do kraju, by przed śmiercią mogły zobaczyć Polskę, ojczyznę, której nigdy oni, ani ich dziadkowie nie widzieli. Zostali po sowieckiej stronie Zbrucza, niektórzy z przodków zesłańców widzieli jedynie maszerujące legiony polskich ułanów i piechoty gnających hordy bolszewickie za Kijów. W Kazachstanie spotkaliśmy nie tylko szczerych i okazujących całe swe serce ludzi, ale i najlepszych Polaków, którzy czerpią ogromną radość z tego, że mogą porozmawiać z kimś po polsku, pomodlić się w ojczystym języku, czy go nawet usłyszeć. Przez lata nie mogli mówić w polskiej mowie, za co groziły różne reperkusje łącznie z karą śmierci. Pani Lonia opowiedziała nam historię z dzieciństwa gdy w urzędzie podając z odwagą swą polską narodowość będący tam enkawudzista, odpowiedział jaka z niej Polka skoro nie zna polskiego języka, Rodaczka odpowiedziała, że nie jest kwestią mówienie w języku polskim, lecz myślenie po polsku. Stąd dla nas jak i dla każdego żyjącego dziś w kraju płynie lekcja pokory by doceniać to co mamy, że możemy mówić po polsku, mamy polskie media, mamy swój kraj. Będąc tak daleko dopiero się to docenia, jednak nie chodzi o same kwestie patosu, lecz i o życie codziennie. Polskie wioski w Kazachstanie nie przypominają polskich wsi, do wielkich ośrodków miejskich jest kawał drogi przez step, nie licząc głównych dróg, które są bardzo dobrej jakości, to bardzo trudno jest z transportem.

Z naszej wyprawy ukaże się wiele filmów i reportaży, na które przyjdzie troszkę poczekać. Mamy bardzo dużo materiałów do przebrania. Mamy nadzieję, że będzie nam dane powrócić do Kazachstanu.

Życzmy Poległym zesłańcom wiecznej pamięci, Rodakom szybkiej repatriacji, Narodowi Kazachstanu szczęścia i rozkwitu!

Tekst: Artur Sułkowski

Fotorelacja z wydarzenia: www.studiowschod.pl



Wesprzyj budowę Domu Kresowego
- tutaj zamieszkają Rodacy ze Wschodu



Powstaje miejsce niezwykłe, które będzie Domem dla naszych Rodaków z Kresów, Syberii czy Kazachstanu. Obecnie trwa budowa Domu Spotkań z Kresami i żeby ją dokończyć, potrzebujemy Twojego wsparcia. Wielu Polaków, w podeszłym wieku, samotnych i stęsknionych, czeka na ukończenie Domu.

Wpłaty można kierować na konto Fundacji Studio Wschód
(z dopiskiem "Dom Kresowy"):
nr konta: 40 1540 1030 2103 7457 2565 0001 (Bank Ochrony Środowiska).



Kamień węgielny pod budowę Domu Spotkań z Kresami

W Straszowicach pod Wołowem powstanie Dom Spotkań z Kresami. W sobotę 1 lipca 2017 r. poświęcenia kamienia węgielnego pod jego budowę dokonał kardynał Henryk Gulbinowicz, który od lat marzył o stworzeniu takiego miejsca. Stanie się ono "domem" dla wszystkich kochających Kresy, w którym naoczni świadkowie historii przekazywać będą młodszym pokoleniom świadectwo swojego życia i umiłowania ojczyzny. W uroczystej mszy św. w kościele pw. Św. Wawrzyńca w Wołowie, sprawowanej przez JE bpa Edwarda Janiaka uczestniczyli m.in. goście: samorządowcy, dr Tadeusz Samborski z Urzędu Marszałkowskiego oraz inicjatorki Akcji MOGIŁĘ PRADZIADA OCAL OD ZAPOMNIENIA - Grażyna Orłowska-Sondej i Beata Pawłowicz, przedstawiciele wolontariuszy, poczty sztandarowe z dolnośląskich i opolskich szkół. W miejscu, gdzie stanie Dom Spotkań z Kresami jego patron, kardynał Henryk Gulbinowicz posadził dąb - symbol Jezusa Chrystusa i Marii Dziewicy: siły wiary, cnoty oraz przezwyciężania przeciwności losu.

(aby powiększyć - kliknij w zdjęcie)



Uwaga!!! Wpłaty związane z akcją
"Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia"
prosimy kierować na konto Fundacji STUDIA WSCHÓD:
40 1540 1030 2103 7457 2565 0001
KRS: 0000570948